sobota, 1 listopada 2014

Deszcz na pustyni



Diuny na Saharze były naszym marzeniem od dawna. Choć kilka razy byliśmy blisko nigdy jednak nie udało nam się tu dotrzeć. Tym razem postanowiliśmy twardo, że musimy zobaczyć pustynię. Przed 17.00 wyruszyliśmy na pustynię. My, Mustafa i 2 wielbłądki.


Przejechaliśmy tysiące kilometrów między innymi dla pięknych widoków karawan w świetle zachodzącego słońca i super fot, a tymczasem zaczęły nadciągać chmury. To się nazywa szczęście inaczej :(.  


Jak się szybko okazało jazda na camelu do łatwych nie należy. Pomijając takie atrakcje jak buntujący się i przyklękający wielbłąd Aurelii z pasażerem oczywiście :) Część drogi pokonaliśmy na piechotę, dając wypocząć obitym dupskom i zdrętwiałym nogom. Bez wielbłądów jednak cała zabawa traci smak. Sam marsz w towarzystwie tych pięknych zwierząt i ich przewodnika już jest przyjemnością :)




Do oazy szliśmy ponad 2 godziny, praktycznie gdy przyjechaliśmy było już ciemno. Przez chmury ledwie przezierały gwiazdy i księżyc. W oazie czekał na nas nasz prywatny namiot, a zaraz obok był namiot przygotowany pod biesiadę. Usiedliśmy sobie wygodnie po ciężkiej trasie, a Mustafa zajął się przyrządzaniem kolacji. Nagle stała się rzecz nie do pomyślenia - zaczęło padać! Deszcz trwał na szczęście krótko bo ze strachem pomyśleliśmy o przeciekającym namiocie i jutrzejszym marszu w błocie.
W czasie kiedy tajin się gotował Mustafa wraz ze swoim kolegą dali nam koncert muzyki saharyjskiej ze śpiewem, a dodatkową atrakcją była nauka gry na bębnach.


Oczywiście popijaliśmy marocan whiskey oczekując na danie główne.
Po godzince znalazło się na stole z Mustafą w roli głównej.Wyżerka była niesamowita :) Stwierdziliśmy, że mógł by być kucharzem w hotelu pięcio-gwiazdkowym ;)

 (czary mary i tajin już czeka na zgłodniałych wędrowców)
Posiedzieliśmy sobie jeszcze trochę, a potem szybko spać i wcześnie rano pobudka żeby sfotografować  wschód słońca. Tym bardziej, że zachód był do bani. Wejście na wysoką diunę opłaciło się choć było to dla Rafała trudnym zadaniem. Diuna miała wysokość 150m, a nastromienie sięgało 50 stopni. Używałem rąk, a po każdym kroku do przodu  następował zjazd o pół kroku w tył. Buty i skarpetki napełniały się szybko piaskiem i musiałem go kilka razy wysypywać. Wszystko to w tępie, żeby zdążyć na pik przed wschodem. Serce waliło jak karabin maszynowy, a płuca chciały wyskoczyć. Wreszcie niespodziewanie zobaczyłem krawędź diuny i widok po drugiej stronie. Zaskoczenie było duże bo przez kompletny brak punktów odniesienia zatraciłem skalę i wydawało mi się, że mam jeszcze z 30m :) Wydma zdobyta!

(widok na nasz camp ze szczytu wydmy o wschodzie słońca)

(Berber-ski czyli snowboard na piachu :)

(namiot po lewej to nasza sypialnia, obok przeznaczony na spotkania i jadalnię)

Po zrobieniu serii zdjęć szybko wróciłem do obozu zsuwając się na butach. W między czasie Mustafa przygotował zwierzęta i ruszamy w drogę powrotną. Tym razem, po karkołomnym wyczynie pomimo niewygody zamiast marszu wybrałem wielbłąda. Wymyśliłem jednak patent z siedzeniem polegający na zaplecieniu nóg wokół szyi -wielbłąda oczywiście ;) – nogi nie doznawały paraliżu i jeszcze dało się oburącz robić zdjęcia.


Wygłodniali dotarliśmy do Merzougi na śniadanie. Pełna kwota wycieczki to 330 Dh/1os (w pakiecie wielbłąd, nocleg w namiocie, super kolacja i śniadanie po powrocie z oazy do miasta).

W domu tymczasem pojawił się nowy gość z Italii, który przyjechał wypożyczonym samochodem. Mustafa zaproponował gościowi objazd lokalnych atrakcji zabierając również nas :) Choć byliśmy mocno zmęczeni po nocnej wyprawie trudno było nie skorzystać.
 Dayet Srij - jezioro na Saharze


(miejscowość Khamlia, Grupa Zaid, muzycy muzyki Gnaoua)


 (kopalnia barytu w miejscowości Mfis)


(na końcu świata ;)



Kilka słów o Mustafie - wpadliśmy na niego przypadkiem czytając blogi podróżnicze w ramach rutynowych przygotowań do kolejnych wakacji. Mustafa jest organizatorem wycieczek na pustynię i gospodarzem w prowadzonym domu z pokojami gościnnymi. Na miejscu potwierdziło się, że jest bardzo sympatycznym człowiekiem nie narzucającym kompletnie niczego. Mimo ciężkiej pracy tryska humorem i nieraz czuliśmy się zawstydzeni narzekając na swoje życie. Planowaną wycieczkę na pustynię wykupiliśmy u Mustafy i nie żałujemy :) 
Strony Mustafy:
http://cameltrekkingdesert.wordpress.com/about/
http://moroccocheaptravel.wordpress.com/

środa, 29 października 2014

Merzouga



Czas zaplanowany na wspinaczki w Todrze dobiegł końca. Wyjeżdżamy  z  postanowieniem, że jeszcze tu wrócimy. Przenosimy się do Merzougi położonej w głębi pustyni na obrzeżach wielkiej diuny.
Tymczasem pogoda wyraźnie się zmienia. Niebo pokrywają deszczowe chmury. Temperatury też spadają do 20 kilku stopni. Pakujemy się bez pośpiechu. Autobus linii Supratours z pobliskiego Tinerhiru bezpośrednio do Merzougi mamy dopiero o 16:00. Teraz musimy jedynie złapać Grand Taxi by przeskoczyć do miasta. Ze spakowanymi plecakami postanawiamy powędrować w głąb kanionu w kierunku skupiska hoteli. Po drodze spotykamy Allala świetnego fotografa i wspinacza. Który wita nas z uśmiechem i z rozstawionym na statywie sprzętem fotograficznym. Allal wyjaśnia, że łatwiej złapać taxi w wiosce idąc w przeciwnym kierunku , ale właśnie nadjeżdża jedna, pomaga nam ją zatrzymać i wyjaśnia kierowcy nasz cel.  Po chwili jedziemy w kierunku Tinerhiru zbierając współpasażerów po drodze. Jedzie z nami miejscowy nauczyciel, który poinformował nas, że jutro w Maroku jest duży strajk z uwagi na podwyżki cen paliw i energii. Przypomniała nam się Jordania przed dwoma laty.

 (kazba na przedmieściach Tinerhiru zasiedlona przez Nomadów, na co dzień zajmują się tkaniem dywanów)

Za taxi płacimy 7Dh/os + 3Dh/os za bagaż. W Tinerhirze jesteśmy  grubo przed czasem. Kupujemy bilety do  Merzougi w biurze Supratours obok meczetu przy placu wypełnionym taksówkami. Za 125Dh/os + 10Dh/os za bagaż. Zostawiamy oklejone plecaki w biurze i idziemy do miasta. Postanawiamy jednak przeczekać w restauracji popijając herbatę.

 (któryś raz spotkaliśmy Marokanki w takich strojach - przypominają nasze firany :))

 Jest tu sporo  biedaków żebrzących o jedzenie lub pieniądze. Czasem niestety nachalnych. Spotkaliśmy też sympatycznego młodego nauczyciela Majida, z którym fajnie się rozmawiało. Wreszcie z półgodzinnym opóźnieniem przyjechał nasz autobus z Marakeszu. Przez okna podziwialiśmy grę chmur na niebie i fantastyczną  scenerię.


 (w czasie jazdy autokarem trochę pokropiło)



 Po drodze kontaktowaliśmy się telefonicznie z Mustafą z Merzougi z którym mamy spędzić noc na pustyni. Mustafa obiecał czekać na nas na przystanku o 21:00. Autobus dotarł przed czasem. Poza nami był tylko jeden turysta. To jednak martwy turystyczny okres. Tymczasem na przystanku czekała grupa lokalnych, żądnych turystów przewodników, którzy rzucili się na nas jak sępy ;) na szczęście był i nasz Mustafa. Przewędrowaliśmy kilkaset metrów ciemnymi, gruntowymi uliczkami Merzougi do domu Mustafy. To co zobaczyliśmy przeszło nasze oczekiwania. Specjalny dom przygotowany dla podróżników i turystów, urządzony w stylu Rijadu z wszelkimi udogodnieniami. Dostaliśmy piękny pokój z pościelą i ręcznikami. 


 Jest bardzo ładna i czysta łazienka z ciepłą wodą. Jest wi-fi dostępne w pokoju. Są stylowe meble, a na ścianach dywany i mapy. Mustafa wraz z rodziną mieszka obok w tradycyjnych, bardzo skromnie wyglądających zabudowaniach z gliny.  Z przyjemnością zapadamy w sen przed czekającą nas jutro wyprawą na diuny.
Rano dostaliśmy smaczne śniadanie, wykupiliśmy u Mustafy zaplanowaną wycieczkę na pustynię, wręczyliśmy dzieciom krówki przywiezione z Polski. 

 (przy porannej herbatce z Mustafą)

 (12- letnia Nora opiekuje się młodszym rodzeństwem)

Mustafa pokazał nam dom w którym mieszka i zabrał nas na przechadzkę po okolicy. Oglądaliśmy miejscowe ogródki działkowe. Każda rodzina w Merzoudze ma tu swój prostokątny kawałek ziemi na którym w cieniu palm daktylowych rośnie trochę warzyw i roślin dla zwierząt. Ziemię każdy mieszkaniec otrzymuje za darmo i nie płaci żadnych podatków. Natomiast osiedleńcy, najczęściej byli nomadzi ziemię kupują, ale płacą za nią tylko raz. Ogródki są nawadniane przez system kanałów doprowadzających wodę. Kanały są odpowiednio grodzone lub udrażniane tak by każdy mógł nawadniać swój ogród 3h w tygodniu.

 (pustynne ogródki)

 (słońce jest mocne, Mustafa udaje wykończonego :))

 Deszcz pada Merzoudze 2 razy w roku. W 2006 zdarzyła się nawet powódź, która zniszczyła kilka domostw. Zrobiliśmy zakupy wody przed wyprawą na diuny i wróciliśmy do naszego zacienionego lokum.

  (Diuny widziane z naszego domu)

(a to nasz obiad u Mustafy tajin wegetariański z kolendrą)

wtorek, 28 października 2014

Todra (Todgha) - informacje dla wspinaczy



Informacje zgromadziliśmy na podstawie subiektywnych obserwacji z 5 dni wspinania po drogach jednowyciągowych w kilku sektorach.  

Wspinanie w Todrze ma się całkiem nieźle i można się spodziewać, że w ciągu najbliższych lat będzie tylko lepiej. Todra ma wielki potencjał i świetną wapienną skałę o dobrym tarciu i przyjemnym  kolorze. Nie zauważyliśmy tu co prawda modnych formacji typu stalaktyty, czy tufy, ale to nie przesądza o przyjemności wspinania. Skała ma świetne tarcie. Miejscami może być ostra. Szybko można złapać skałowstręt. Wspinanie jest często dość techniczne.  Jest raczej mało kruszyny i ryzyko oberwania kawałkiem skały zrzuconym przez partnera  jest nieduże. Choć zdarzało mi się wyłamać skalny ząbek czy żyletkę na mniej uczęszczanej drodze to były to raczej malutkie odpryski. Brak kasków nie był dla nas  wielkim dyskomfortem. Obecnie jest tutaj sporo dróg sportowych do 8c. Nie brakuje łatwych na poziomie 4 oraz sporo w przedziale 5c – 7a. Wiele dróg jednowyciągowych czy też pierwszych wyciągów ma ok. 30m pięknego wspinania bez rzęchów. Jest sporo ospitowanych dróg wielowyciągowych o różnym stopniu trudności z których często da się zejść okrężną ścieżką.  Drogi obite są jednak często dość oszczędnie i odległości do 4m między spitami w łatwym terenie nie powinny być zaskoczeniem. Pierwsze wpinki też niestety często są dość wysoko, a dojście do nich to niekoniecznie łatwy teren. Od powyższego są na szczęście wyjątki. Spotykane stanowiska kończące drogę składały się zwykle z 2 spitów połączonych łańcuchem lub kawałkiem liny z małym stalowym zakręcanym karabinkiem używanym do wycofów. Zdażają się jednak gorsze z jednym spitem i karabinkiem lub tylko 2 spitami. Warto na wszelki wypadek zabierać przyrząd zjazdowy.
Od kilku lat w pobliskiej wiosce zamieszkał Julio Soares (francuz portugalskiego pochodzenia), który otworzył sklep wspinaczkowy znajdujący się 700m od hotelu Etoile des Gorges. 


Ponad 50 letni Julio wykonuje obecnie kawał dobrej roboty systematycznie poprawiając asekurację na drogach, montuje solidne stanowiska, stworzył przewodnik i ma ciekawe plany.  
W jego sklepie są liny, buty, ekspresy, magnezja, kartridże z gazem (przebijane i nakręcane) i wiele innych akcesoriów. Zauważyłem nawet chwytotablicę :).  W sklepie można również wypożyczyć sprzęt.

Ceny wypożyczalni: 

Przewodnik:
Poznaliśmy dwa papierowe wydania.

1.       1. Topo Hasana
Zaraz po przekroczeniu progu hotelu jego szef zaproponował nam topo autorstwa Hasana.
Jest ono prawdziwym dziełem sztuki. Odręcznie rysowane i kserowane z kolorowymi, odręcznymi oznaczeniami w każdym egzemplarzu. Topo jest dostępne w kilku wersjach językowych. Wydane jest w formacie A4 (obindowane kartki) i liczy 58 stron, zawiera legendę oraz mapkę sektorów. W poszczególnych sektorach oznaczone są wszystkie drogi, wraz z nazwami i wycenami, ilością wymaganych ekspresów i koniecznością użycia dodatkowego sprzętu oraz długością dróg i godzinami nasłonecznienia. Topo dostępne jest za 250DH (95zł). Lokalizacja dróg jest niestety trudna i często brakowało nam pewności po czym się wspinamy. Trzeba się nauczyć specyficznego sposobu oznaczeń. Jednak nawet przy mocno wysilonej intuicji nigdy nie byliśmy pewni na 100%. Dużym utrudnieniem jest, że na skałach nie ma obecnie żadnych podpisów dróg.
Spotkaliśmy Hasana, który omówił cały przewodnik oraz udzielił nam wskazówek co do wspinaczek. Jednak nie pomogło to w lokalizacji dróg.
Hasan jest Marokańczykiem ma 48 lat, wspina się od 28 lat. Mieszka w pobliskiej wiosce. Jest przewodnikiem wspinaczkowym, szkoli kursantów. Można u niego wypożyczać sprzęt. Jest autorem wielu dróg w Todrze. Twierdzi, że robi drogi do 8b. Wspinał się m.in wielokrotnie w Taghi. Zna osobiście wielu bardzo dobrych wspinaczy. To tyle co udało mi się zapamiętać z ust Hasana.
Prawdziwość jego słów nie wszyscy potwierdzają.

2.       2. Kolorowe topo autorstwa Julio Soaresa opracowane przy współudziale zdolnego młodego marokańskiego fotografa Allala Fadili.


Topo ma wygodniejszy format zbliżony do A5 i jest oparte o zdjęcia sektorów z zaznaczonymi drogami. Nie ma niestety nazw dróg są tylko numery i wyceny. Są ostrzeżenia o gorszych stanowiskach. Cena przewodnika to również 250 DH (95zł). Nie miałem okazji posługiwać się tym przewodnikiem. Tylko go przewertowałem. Rozmawiałem z autorem, który nie jest z niego zadowolony, ale zapowiada w niedługim czasie kolejne systematycznie poprawiane wydania. Przewodnik można nabyć w formacie PDF w Internecie i później otrzymać formę papierową w sklepie. Ponadto Julio przeznacza cały dochód ze sprzedaży na poprawę ubezpieczenia dróg. W planach jest również stworzenie małych podpisów z numerami dróg na skale w celu ułatwienia ich lokalizacji.